Jak jest w Gambii? Nasze wrażenia po 2 tygodniach przepis | Dorota Kamińska
Czytasz właśnie
Jak jest w Gambii? Nasze wrażenia po 2 tygodniach

Jak jest w Gambii? Nasze wrażenia po 2 tygodniach

Jak jest w Gambii
5/5 (10)

Tylko dwa tygodnie, choć tyle z reguły trwa standardowy urlop. Dla nas, przyzwyczajonych do długich wyjazdów, dwa tygodnie to wyjątkowo krótko, więc ani się obejrzeliśmy, a z Gambii trzeba było wracać do domu. To była moja pierwsza wizyta w Afryce na dłużej. Mówi się, że od Gambii warto rozpocząć swoją afrykańską przygodę. Czy to prawda? Dziś opowiemy Wam trochę o tym, jak jest w Gambii.

Zobacz też: Wszystkie nasze relacje z podróży po Gambii

Jak jest w Gambii – nasze wrażenia po 2 tygodniach

Obejrzyj bezpośrednio na moim kanale na YouTube

Mariusz uprzedzał mnie, że może nie być mi łatwo. Jestem odludkiem i chociaż w swoich podróżach integruję się czasem z innymi ludźmi, bardziej od nawiązywania z nimi relacji relaksują mnie piękne widoki, cisza, szum fal czy odgłosy deszczowego lasu. Dlatego wróciłam zmęczona po miesiącu pobytu na głośnej Kubie i dlatego tutaj też nie zawsze było mi łatwo, kiedy każdego dnia, kilkadziesiąt razy dziennie, odpowiadałam wszystkim na te same pytania: skąd jesteś, gdzie mieszkasz, gdzie leży Polska, a czy jest tam zimno, czy masz dzieci, co robisz w Polsce. Ale zacznijmy od początku.

Ludzie w Gambii

Ponieważ dawniej była to kolonia brytyjska, Gambia jest krajem, w którym 90% mieszkańców mówi po angielsku. Czasami trudno zrozumieć poszczególne słowa i trzeba się przyzwyczaić do nietypowego akcentu, ale znajomość języka u większości jest dobra i władając angielskim, z łatwością można podróżować po Gambii bez biura podróży czy osobistego przewodnika. Mieszkańcy są mili, otwarci i pomocni, a jeśli czegoś nie wiedzą i pomóc nie potrafią, starają się znaleźć inną osobę, która będzie mogła to zrobić.

Właściciele zaprzyjaźnionego baru na plaży w Sanyang
Właściciele zaprzyjaźnionego baru na plaży w Sanyang

Przechadzając się po ulicach, byłam zaskoczona, że wszędzie widać tu tyle samo kobiet co mężczyzn. Zupełnie inaczej niż w wielu azjatyckich czy arabskich krajach, gdzie wszędzie są widoczni tylko mężczyźni. Kobiety chodzą po ulicach w wyjątkowo kolorowych sukienkach, bo stroje w Gambii to połączenie nowoczesnego stylu z Europy, na które coraz częściej stawiają tutejsi mężczyźni, z tradycyjnymi strojami afrykańskimi, które wciąż noszą panie. Długie suknie o charakterystycznym kroju i chustki na głowach, pod którymi kryją się krótkie, zaplecione w warkoczyki, mocno kręcone włosy. Wiele Gambijek, chcąc zmienić swój wygląd, nosi peruki. Nie ma tutaj wózków dla dzieci, bo wszystkie kobiety – te starsze i te młode, nawet kilkuletnie, noszą niemowlęta w chustach, na plecach. Nikt nie ma tu problemu z karmieniem piersią w miejscach publicznych.

Tanka tanka, gali gali, bush taxi i pasażerowie
Tanka tanka, gali gali, bush taxi i pasażerowie

Nie sposób choć chwilę być w Gambii bez towarzystwa i to, dla takich osób jak ja, które lubią podróżować samotnie, na dłuższą metę będzie męczące. Każde wyjście na plażę – już macie towarzystwo. Gambijczycy są przedsiębiorczy i nawet nie posiadając lokalu, tylko palenisko na plaży i parasol, prowadzą restaurację, do której Was zaproszą. Każdy powie Wam, że bardzo mu zależy, żeby po powrocie do Polski opowiadać dobrze o Gambii i polecać ją innym turystom. Wszyscy są bardzo ciekawi świata i chętnie dowiadują się nowych rzeczy, ale są też ciekawscy. Każdy będzie pytać o to samo, co na dłuższą metę, kiedy w samo południe boli Was głowa od afrykańskiego upału, może okazać się męczące. Ale wystarczy poprosić o odejście i bez problemu każdy da Wam spokój. Dopóki nie wypatrzy Was inny, kolejny, samozwańczy przewodnik, który będzie Wam chciał pokazywać okolicę ;). Wychodzi się z hotelu – już ktoś tam jest i od razu zaczyna iść koło Was. Ja tak nie lubię, Mariuszowi to nie przeszkadza. To fakt, że kiedy ma się już jednego takiego towarzysza, to przynajmniej nie będą Was zaczepiać inni.

Lokalni, samozwańczy przewodnicy w Tanji
Lokalni, samozwańczy przewodnicy w Tanji

Pamiętajcie, że Gambia to kraj muzułmański, choć nie ma tu żadnych skrajności i podejście do wiary jest zupełnie normalne, a do innych wyznań – tolerancyjne. Ale wynikają z tego pewne różnice kulturowe, o których warto pamiętać, choćby w prostych, codziennych sytuacjach. Jeśli kiedykolwiek byliście w kraju arabskim, wiecie, że kiedy w pustym parku usiądziecie na ławce i po chwili pojawi się tam inna osoba, to przyjdzie i usiądzie obok Was, nie zważając na to, że pozostałe ławki w parku są puste. Tak właśnie jest w Gambii. Usiądziecie na plaży, dookoła pusto. Pojawia się Gambijczyk, siada obok. Poza tym życie toczy się tu na ulicy, głośno rozmawia się w autobusach i taksówkach i czasami wydaje się, że oni się między sobą kłócą, a to zwyczajna konwersacja.

Typowo turysycznie - hotel Sheraton w Brufut
Typowo turysycznie – hotel Sheraton w Brufut

Warunki do życia

Będąc turystą, można skorzystać z noclegów w droższych i wygodnych hotelach, lub, tak jak my, postawić na nieco tańszą opcję i za 100 zł od pary nocować w apartamentach z łazienką i aneksem kuchennym. Najtańsza opcja noclegowa, z której w niektórych miejscach będziecie zmuszeni skorzystać, bo innej po prostu nie będzie, to domki na kempingach, kryte strzechą, niektóre wyposażone w łazienkę bez osobnych drzwi. W takich miejscach umawialiśmy się, że jedno idzie do toalety, a drugie wychodzi do ogrodu :). Ciepła woda na kempingach jest tylko w ciągu dnia, kiedy nagrzewa się w metalowym zbiorniku od słońca. Bądźcie przygotowani, że wieczorny prysznic po całodziennym zwiedzaniu będzie zimny.

Gambijczycy żyją skromnie, z reguły nie mają samochodów i zarabiają ok. 150 zł miesięcznie. W miastach mieszkają w małych domkach lub niziutkich willach (nie widziałam wyższej niż 2 piętra), chociaż zamożniejsze osoby budują sobie duże i ładne domy, przy których zaparkowane są duże, terenowe samochody. Dom w Gambii można kupić za kilkadziesiąt tysięcy zł, dlatego dużo tu Brytyjczyków, Skandynawów i Holendrów, którzy przenoszą się do Gambii na czas emerytury lub zakładają swoje biznesy, prowadząc restauracje, kempingi, hotele i sklepy.

Chaty kryte strzechą
Chaty kryte strzechą

W wielu domach w miastach i praktycznie we wszystkich na wsi gotuje się wciąż na paleniskach, które rozstawiane są obok domu lub w pomieszczeniu kuchennym. Niektóre domostwa wciąż nie mają dostępu do prądu, a dla wielu luksusem jest własna studnia.

Kuchnia z ropalonym w środku paleniskiem
Kuchnia z ropalonym w środku paleniskiem

Życie w Gambii toczy się powoli i z dnia na dzień. Mało kto wybiega myślami w daleką przyszłość i robi plany. Ważne, żeby zarobić na podstawowe środki do życia. Bieda nie pozwala na posyłanie dzieci do szkoły, która w Gambii nie jest obowiązkowa. Wiele z nich w ogóle nie ma możliwości uzyskać wykształcenia, pisać i czytać uczą się samodzielnie, a te, którym się poszczęści, korzysta z edukacji dofinansowywanej przez zagranicznych sponsorów współpracujących ze szkołą.

Dzieci w Gambii - targ rybny w Tanji
Dzieci w Gambii – targ rybny w Tanji

Dzieci biegają za turystami, krzycząc „tubaab!” czyli „białas! biały!”. Proszą o kupienie piłki nożnej lub zostanie sponsorem, chociaż oczywiście nie we wszystkich miejscach. Jestem przeciwna takiej formie pomocy, która uczy od małego, że pieniądze bierze się od innych. Irytowało mnie to na Kubie, gdzie dzieciaki wołały za nami „one dollar, give me one dollar!”. W Gambii, na szczęście, nie posuwają się jeszcze tak daleko. Jeśli chcecie pomóc, zabierzcie maskotki, kredki, zeszyty, odzież, obuwie dla dzieci i może jakieś słodycze, ale… umówcie się z dyrektorem jakiejś lokalnej szkoły, że wręczycie to dzieciakom w czasie lekcji. Zapytajcie, czy któreś dziecko jest w wyjątkowej potrzebie, bo np. umarł jego ojciec i rodziny nie stać na kupienie pary butów. Wystarczy pójść i zapytać. Jeśli zaprzyjaźnicie się z miejscowymi, ktoś Wam pomoże, chcecie coś ofiarować – zawsze matce lub ojcu dziecka, nigdy bezpośrednio dziecku, zwłaszcza gdy rodziców nie ma w okolicy. Jeszcze na miejscu lub po powrocie do Polski możecie skontaktować się z fundacją, która zrzesza potrzebujących i przelewać pieniądze na jej konto.

My przekazaliśmy wsparcie dzieciom ze szkoły Edma Basic School w Brufut, a przy okazji Mariusz zrealizował część swojego projektu Ambasadorzy Pełną Gambią, zostawiając im, oprócz zeszytów, kredek, długopisów, past do zębów i szczoteczek od Ambasady Uśmiechu – również ich pamiątkowe fotografie. Na pewno napisze więcej na swoim blogu o dniu, który tam spędziliśmy.

Mariusz realizuje projekt Ambasadorzy Pełną Gambią
Mariusz realizuje projekt „Ambasadorzy Pełną Gambią”

Przygotujcie się na to, że samotnie podróżujących po Gambii turystów nie ma jeszcze zbyt wielu i dla okolicznych mieszkańców będziecie jeszcze większą atrakcją niż oni dla Was. Zanim zaczniecie robić sobie słitfocie z kobietami, które chodzą z odsłoniętym biustem, wyobraźcie sobie, że jesteście w Polsce, siedzicie w restauracji i jecie obiad albo że może jesteście matką karmiącą dziecko piersią w parku i nagle podbiega do Was turysta z telefonem lub aparatem i zaczyna robić Wam zdjęcia, które potem będzie wrzucać na swój facebookowy profil.

W tym wszystkim dziwi mnie jedno: ogólne podejście do turystyki, bo chociaż dba się tutaj o osoby przyjezdne, zupełnie zaniedbuje się to, co najważniejsze: środowisko. Na ulicach jest brudno, bo śmieci rzuca się tam, gdzie ma się na to ochotę. Na pięknych, szerokich, piaszczystych plażach również można spotkać miejsca, w których leżą odpady. To nie Turcja, gdzie każdego wieczoru się sprząta, a piasek grabiony i wyrównywany, żeby kolejnego dnia można było wygodnie rozłożyć na nim ręcznik.

Śmieci na plaży
Śmieci na plaży

Idąc wzdłuż drogi, gdzie znajdują się szkoły, sklepy, piekarnie, restauracje i szpital, można wdepnąć w zdechłą kurę, której nikomu nie chciało się stąd zabrać. W autobusach resztki jedzenia rzuca się na podłogę. Z kolei sami Gambijczycy, dla kontrastu, są czyści i przykry zapach ludzki w środkach komunikacji zdarza się wyjątkowo rzadko.

Martwa kura przy głównej ulicy
Martwa kura przy głównej ulicy

Cywilizacja

Do środka Afryki pcha się cywilizacja, kontrastująca z ubóstwem, w jakim mieszkańcy żyją na co dzień. Próżno szukać w Gambii sklepów znanych marek czy sieciowych restauracji, bo jeszcze nie we wszystkich miejscach przez całą dobę jest prąd i dostęp do wody. W niektórych miejscach nie ma nocnego oświetlenia, dlatego dobrze zabrać ze sobą latarkę. Wyobraźcie sobie, że budzicie się w środku nocy, otwieracie oczy i nadal jest tak samo ciemno, jak wtedy, gdy jeszcze były zamknięte :).

Pytano nas wielokrotnie o to, czy w Gambii jest Internet. Jest. W kafejkach internetowych lub apartamentach czy hotelach. Ten kafejkowy działa wyjątkowo wolno, a komputery są okrutnie zawirusowane przez różnorodne, niechciane oprogramowanie. Szkoda czasu, nerwów i pieniędzy na korzystanie z niego, dlatego przez 2 tygodnie niemal cały czas byliśmy bez dostępu do sieci. Jakoś sobie poradziliśmy, kontaktując się z naszymi klientami w Polsce przez SMS-y.

Internet w hotelach i restauracjach pozwoli Wam na sprawdzenie poczty. Zdjęcia na Facebooka i Instagram raczej wgracie dopiero po powrocie do Polski ;).

Internet w Gambii każe ćwiczyć cierpliwość
Internet w Gambii każe ćwiczyć cierpliwość

Prędkość działania Internetu odzwierciedla ogólny brak pośpiechu, jaki panuje w Gambii. Przygotujcie się na to, że na jedzenie czeka się przynajmniej godzinę (nasz rekord to 4 godziny), bo gdy przychodzicie do małej restauracji, prawdopodobnie będziecie jedynymi klientami i dopiero kiedy złożycie zamówienie, właściciel pójdzie zrobić zakupy. Wspominałam już o tym przy okazji wpisu o kuchni gambijskiej. Jest tylko jedna sytuacja, w której Gambijczycy się spieszą: moment, w którym jadą samochodem, a auto przed nimi zatrzyma się lub o kilka sekund za długo będzie podchodzić do manewru skręcania lub zawracania. Przygotujcie się na krzyki i głośny klakson, żeby po chwili wszystko wróciło do powolnej i spokojnej normy. Krowy znów będą mogły spokojnie stać przy ulicy, osły paść się przy wejściu do sklepu, a Gambijczycy – odpoczywać w cieniu od upalnego słońca.

Zwierzęta pasą się przy drodze w mieście
Zwierzęta pasą się przy drodze w mieście

Autobusy międzymiastowe jeżdżą względnie punktualnie, ale nikt nie zrozumie, że Wam się spieszy, kiedy będziecie próbować coś załatwić lub przerwać z kimś rozmowę. W niewielu innych miejscach na świecie zobaczycie tak fatalny stan samochodów, o którym pisałam też, opowiadając o transporcie w Gambii.

Miejska ulica - okolice Senegambii
Miejska ulica – okolice Senegambii

Czy to stolica – Banjul, czy największa aglomeracja w Gambii – Serrekunda, czy mniejsze miasteczka – życie toczy się przy głównych ulicach, a w bocznych uliczkach, tuż za rogiem, zobaczycie prawdziwą biedę: brak asfaltu, biegające przy domach kury, dzieci bawiące się związaną w kulę szmatą, która zastępuje im piłkę. Niska zabudowa, dachy kryte blachą lub – w mniejszych miejscowościach i przy bocznych drogach – strzechą. W porze suchej sporo unoszącego się dookoła, pomarańczowego piasku, który w porze deszczowej zamienia się w błoto. Odwiedźcie targ rybny, dowolny. Poczujecie go kilka kilometrów przed dotarciem i będziecie czuć na sobie ten charakterystyczny zapach jeszcze długo po powrocie do hotelu.

Banjul - stolica Gambii
Banjul – stolica Gambii
Jak jest w Gambii
Jak jest w Gambii – kolorowy targ rybny w Tanji
Lokalna komunikacja marketingowa
Lokalna komunikacja marketingowa

Gambia to bezpieczny kraj, ale warto zachować przezorność, jak wszędzie. Przygotujcie się na liczne spotkania z żołnierzami i policjantami, którzy patrolują główne i mniej uczęszczane drogi ze względu na bliskość otaczającego ten malutki kraj Senegalu. Ponieważ interweniować muszą wyjątkowo rzadko, turystów kontrolują chyba z nudów :). Czy to w trakcie jazdy taksówką, czy autobusem, czy nawet rowerem, może trafić Wam się kontrola, dlatego zawsze noście ze sobą paszporty. I pamiętajcie, że marihuana jest w Gambii legalna tylko wtedy, gdy pali się ją we własnym domu.

To kraj, w którym poznacie serdeczność i bezinteresowność, chociaż i tutaj spotkała nas jedna niespodzianka, kiedy pewien mieszkaniec wioski zaprosił nas do siebie do domu na obiad z rodziną, my daliśmy mu w podziękowaniu to, co mieliśmy ze sobą – słodycze dla dzieci, drobne zabawki i gadżety, a on, na sam koniec, zapytał, czy za 300 dalasis możemy jeszcze kupić mu worek ryżu. Zaproponowaliśmy 150 dalasis i usłyszeliśmy „still better than nothing”. Z jednej strony można go zrozumieć, a z drugiej – jeśli ja kogoś zapraszam do siebie, chcąc się zaprzyjaźnić, to nie oczekuję, że mi za to zapłaci.

Bakau - droga do Banjul
Bakau – droga do Banjul

Przyroda i zabytki

Próżno szukać wielu zabytków i nie na każdym kroku znajdziecie widoki zapierające dech w piersiach, ale jadąc w środek lądu, zobaczycie piękne dorzecze rzeki Gambia, wybierzecie się na safari, a jeśli weźmiecie ze sobą lornetkę, ujrzycie mnóstwo nieznanych Wam gatunków ptaków oraz małpy, a nawet hipopotamy.

Piękne widoki w parkach narodowych
Piękne widoki w parkach narodowych
Małpka w Monkey Forest - Senegambia
Małpka w Monkey Forest – Senegambia
Kamienne kręgi w Wassu
Kamienne kręgi w Wassu – wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Nie jest to łatwy wypoczynek, podobnie jak na Kubie, chyba że zdecydujecie się zostać w hotelu all inclusive z prywatną plażą. Ale jest to poznawanie kolejnego miejsca innego od tych, które już znamy. Wieczorem, o zachodzie słońca, widok oceanu i bezchmurnego nieba rekompensuje niedogodności, jakich trzeba czasem doświadczyć w Gambii, chociaż osobiście, bardziej chyba od odrobinę za bardzo, w moim odczuciu, ciekawskich mieszkańców, odczułam szok termiczny i różnicę temperatur pomiędzy upalnym dniem a zimną nocą, które skutkowały codziennym, popołudniowym bólem głowy.

Plaża w Brusubi i zachód słońca
Plaża w Brusubi i zachód słońca

Po pełnym wrażeń dniu, nocą, gdzieś z dala od cywilizacji, można spojrzeć w cudownie ugwieżdżone niebo i po raz kolejny docenić bogactwo, którym dysponujemy, a nie dostrzegamy go w codziennym pośpiechu i nadmiarze bodźców i wrażeń.

Jeśli będziecie w Gambii lub już byliście, podzielcie się swoimi wrażeniami. Odbieracie podobnie ten kraj i zamieszkujących go ludzi? A może zupełnie inaczej? Jak wyglądało Wasze spotkanie z Afryką?

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

3 komentarze
  • Cześć! Jedziemy do Gambii w styczniu i Pani wpis bardzo mi się przydał, weźmiemy jakieś drobne podarunki dla dzieci. Może uda się zajść do szkoły. Jedziemy z biurem podróży Rainbow 7 dni objazdowe do Senegalu i 7 dni w Banjulu. Czy szczepiliście się przed wyjazdem? Pozdrawiam

    • Tak, mieliśmy obowiązkowe szczepienie na żółtą febrę i jeszcze zrobiliśmy sobie tężec i błonicę. W połączeniu ze zwiedzaniem Senegalu to będzie super wyjazd. Trzymam kciuki za udaną podróż!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2009-2019 | Dorota Kamińska blog kulinarny, przepisy, podróże i styl życia | Wszystkie prawa zastrzeżone | Część odnośników na blogu to afiliacyjne linki partnerskie | Polecam: FOTOGRAFIA ŚLUBNA i FOTOGRAF PODRÓŻNIK | Moja książka: Superfood | Silnik: Wordpress | Serwer: Bookroom