Rok 2016 w zdjęciach - podsumowanie i trochę przemyśleń | Dorota Kamińska
Czytasz właśnie
Rok 2016 w zdjęciach

Rok 2016 w zdjęciach

Rok 2016 w zdjęciach
Jeszcze nikt nie ocenił. Może Ty zaczniesz? Na końcu wpisu możesz przyznać gwiazdki.

Roku 2016, nie byłeś taki zły, jak mogłoby mi się wydawać. Pod kilkoma względami przebiłeś nawet 2015, choć działo się mniej, za to równie intensywnie. Dlatego lubię takie podsumowania, bo gdy przez długi czas towarzyszy mi lęk o to, co będzie w przyszłości, spoglądam na fotografie i przypominam sobie wszystkie miłe chwile. Spojrzenie na pewne sprawy z dystansu, po upływie czasu, sprawia, że zapominam na moment o tym, co mnie martwi i nieco bardziej optymistycznie patrzę na otaczający mnie świat.

Instagram

Obserwuj mnie na Instagramie 🙂

Kończę 2016 rok z poczuciem, że nadal nie wiem, co przyniesie mi mój biznesowy los. Zmęczona ciągłą walką o osiąganie sukcesu, który nie chce przyjść, pomimo ciężkiej pracy. Patrzę na swoje odbicie w lustrze, zastanawiając się, ile to jeszcze potrwa. Skakanie po stołach i stołkach, rozstawianie sprzętu po całym mieszkaniu, dźwiganie lamp, statywów, planowanie treści, wymyślanie przepisów, zakupy, filmowanie, montaż. Ciągła walka ze złym dźwiękiem, lęk o to, czy znów nie zepsuje się któryś z ważniejszych i droższych sprzętów, odpisywanie na maile i tłumaczenie „czemu tak drogo”. Obserwowanie postępu własnych prac i dochodzenie do wniosku, że nic nie poradzę na swój brak talentu, bo jak można po 8 latach stania przed kamerą nadal się jąkać, zacinać mieć problemy z dykcją? Obserwowanie upływu czasu i tego, jak coraz gorzej wygląda się przed kamerą. Nie ma na tym świecie miejsca dla starzejących się kobiet, choć są, na szczęście, wyjątki. Sprawdzanie lajków i statystyk odsłon. Załamka.

Ale to mój wybór ulotnego i niepewnego zawodu, który daje możliwość samorealizacji i spełniania marzeń, choć wiąże się z ryzykiem, o którym nikt nie mówi. Czytam czasem teksty o tym, że „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Polecam poczekać na kryzys: czy to finansowy, czy fizyczny, bo utrata zdrowia i sił bardzo szybko weryfikuje te „memowe” mądrości. Ja też uwielbiam gotować, ale trochę inaczej wygląda przyrządzenie ciasta w posprzątanej i przestrzennej kuchni, kiedy w tle słychać ulubioną muzykę, a zupełnie inny jest proces, gdy w międzyczasie obserwuje się dwie kamery (może któraś zaraz się wyłączy? i co wtedy? może sąsiad uruchomi piłę lub wiertarkę, a ja akurat robię materiał sponsorowany dla klienta?), kiedy stara się nie zaplątać w otaczające kable i ogarnąć stertę brudnych naczyń, która piętrzy się w zlewie i nie może wejść w kadr.

Prowadzenie bloga to jest ciężka praca, może niekoniecznie w świetle tego, że stoi się przed kamerą i gotuje/pozuje/uśmiecha, ale przez pryzmat całości: planowania, budowania wizerunku, współpracy z reklamodawcami, odkładania na emeryturę, bo przecież ze składek do ZUS nikt z nas nie dostanie godziwej kwoty na starość.

Jest się samemu odpowiedzialnym za tak wiele, nawet zlecając niektóre działania na zewnątrz. Mało kto ma o tym pojęcie i przykro mi zawsze, gdy ktoś sprowadza moją harówkę i zmartwienia do stwierdzenia „Dorota jest dupą, która gotuje w Internecie”.

Ten rok przeżyłam, załamując się tym, co mnie otacza. Sytuacją polityczną w kraju i na świecie, ludzką nienawiścią. Nie zmierza ku dobremu ten świat i cieszę się, że nie powołałam na niego dzieci, którym przyjdzie żyć w gorszych czasach. Sama liczę na to, że ich nie dożyję, choć pewnie los spłata mi psikusa i pobiję rekord długowieczności Danuty Szaflarskiej.

Im więcej mam lat, tym trudniej komunikować mi się z innymi, bo nie lubię obcych. Nie będę nigdy dobrą blogerką prowadzącą świetne kanały w mediach społecznościowych, bo dzielenie się moją codziennością (co zjadłam, gdzie poszłam, jakie zakupy zrobiłam, jaki mam makijaż i czym pomalowałam paznokcie) nie sprawia mi żadnej przyjemności, a jest jedynie biznesową koniecznością, którą ograniczam do minimum. Podziwiam blogerki i vlogerki, które dzielą się dużą częścią swojej prywatności i biorą na klatę wszelkie obelgi i żółć, którą się na nie wylewa. Ja sobie tego nie wyobrażam. Zabawne, że gdy już się przemogę, żeby coś pokazać, posądza się mnie o lans i chwalenie się ;). Pozdrawiam i zacytuję mamę Mariusza: „nie zazdrość drugiemu, bo nie wiesz, co przyniósł mu los”. Jestem sztywniarą, bez poczucia humoru, wiem to od zawsze, ale dopiero teraz otwarcie o tym mówię.

I wtedy przychodzi ten moment, gdy patrzę na tegoroczne zdjęcia. Uśmiecham się i widzę, że jednak nie było najgorzej. Wiem, że zawsze będę z siebie niezadowolona, taki mam charakter. Nie potrafię cieszyć się tym, co jest teraz, bo ciągle martwi mnie niepewne jutro. Ale gdy przywołuję wspomnienia…

Styczeń – podróż do Gambii

8 stycznia wyruszyliśmy w podróż do Gambii, tym razem nieco krócej niż zwykle, bo na dwa tygodnie. Chcieliśmy obydwoje z Mariuszem zmierzyć się z wyprawą do Afryki. Dla mnie była to pierwsza podróż na ten kontynent, nie licząc wcześniejszych przesiadek na lotniskach w Doha i Abu Zabi. Zobaczyliśmy inny świat, w którym nowe technologie mieszają się z ubogim życiem i tradycyjnymi strojami oraz ludzi, którzy uśmiechają się, choć nie mają tylu bogactw, co mieszkańcy Ameryki Północnej czy Europy.

Luty – odchudzone przepisy i przygotowania do Wielkanocy

Po powrocie do domu, tradycyjnie, rzuciliśmy się w wir pracy. Powstały przepisy na kolejne odchudzone wypieki i potrawy, zaczęły się przygotowania do Wielkanocy. W lutym opublikowałam przepis na ciasto 3bit, które podbiło Wasze serca. Podjęłam też decyzję, że napiszę książkę i rozpoczęłam przygotowania, choć i tak los sprawił, że większość związanych z jej wydaniem spraw musiałam odłożyć na później i przygotowywać, w stresie, na ostatnią chwilę.

Ciasto 3bit
Ciasto 3bit

Marzec – blogerka modowa i fotograf modowy 😉

W marcu odbyła się nasza prelekcja o Gambii w ramach II Opolskiego Festiwalu Podróżniczego. Postanowiliśmy też rozpocząć przygodę z fotografią modową – założyłam z góry, że to nadal będzie jedynie poboczna, dodatkowa tematyka bloga, ale obydwoje uznaliśmy, że rozwój w tym kierunku zawsze może okazać się przydatny, przyniesie nowe umiejętności i satysfakcję. Pozowanie to czynność, w której jestem beznadziejna, ale wymyślanie zestawów ubrań w bezpiecznych zestawieniach i kolorach bardzo lubię, zobaczcie moje pomysły na stylizacje :). Pokazałam też parę wpisów z metamorfozą wnętrz naszego mieszkania. Szkoda, że nie było zachęty do dalszego rozwoju w tym kierunku, ale widać blog kulinarny to blog kulinarny i skoro nie oczekujecie innej tematyki i nie budzi ona zainteresowania, to ograniczam ją do minimum, które pozwala mi rozwijać się w różnych kierunkach i nie popadać w rutynę ;).

Kwiecień – praca wre

W kwietniu rozpoczęłam współpracę z Le Rustique oraz Danone. Powstały pyszne potrawy z serami na blog: ser pleśniowy z grilla, ser pleśniowy pieczony i deska serów oraz przepisy na dania z dodatkiem jogurtów naturalnych dla projektu Dan-On, w ramach którego przepisy dla marki wymyślałam jeszcze przez pół roku. Udoskonaliłam też recepturę na ciasto zebra :).

Maj – trwają przygotowania przepisów do książki

W maju trwały już przygotowania materiałów do książki, byłam też na wieczorze panieńskim, podczas którego serwowałam tort naleśnikowy czekoladowy, a w ramach relaksu zaczęłam trochę chodzić po górach i czytać Chmielewską.

Zamek Chojnik pozdrawia :). #travel #podroze #polska #poland #turystyka #dorotaintravel #dorotainpoland

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika DOROTA.iN (@dorotakaminska)

Tak sobie z mamą spacerujemy :). #podroze #travel #wroclaw

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika DOROTA.iN (@dorotakaminska)

Czerwiec – podróż na Teneryfę i zdobycie wulkanu

W czerwcu pojechaliśmy na tydzień na Teneryfę. Objechaliśmy autem całą wyspę i zdobyliśmy wulkan El Teide, wspinając się i schodząc pieszo. To niemal 4 tys. m n.p.m., byłam dumna jak paw, kiedy pokonałam trudności związane z tak dużą wysokością.


Wulkan El Teide Teneryfa
Wulkan El Teide Teneryfa

Pod koniec czerwca przygotowałam też projekt 6-tygodniowego postu warzywno-owocowego wg zaleceń dr Ewy Dąbrowskiej. Jadłospis i listę zakupów wysyłałam co tydzień mailowo Czytelnikom mojego newslettera. Dało mi to motywacyjnego kopa, bo odzew z Waszej strony był bardzo pozytywny! W 2017 roku na pewno będę kontynuować tematykę jadłospisów do diet związanych z różnymi dolegliwościami, więc, jak to mawiają specjaliści, polecam się obserwować :).

W czerwcu wybrałyśmy się też z koleżankami na babski wypad w Karkonosze. Polecam gorąco takie wycieczki, a jeśli pojedziecie do Karpacza, możecie liczyć na czyste i dobrze przygotowane, zadbane szlaki oraz sympatyczne schroniska!

Lipiec – post warzywno-owocowy

6 tygodni przygotowywania jadłospisów dla Was oraz prace nad książką, a do tego kilka przepisów fit, współpraca z marką Solgaz oraz nowy wygląd DOROTA.iN. To wszystko :).

Sierpień – wypad nad morze

Na szybko, bo z młodą parą, za to razem, bo lubię w wolnych chwilach asystować przy ślubnych sesjach zdjęciowych w plenerze. Pogoda w kratkę, ale widoki piękne i młodzi oraz fotograf zadowoleni z efektu :). Poza tym praca, praca i jeszcze raz praca.

Wrzesień – kampania Asus Zenfone i kolejny wypad nad morze

We wrześniu rozpoczęliśmy naszą pierwszą wspólną współpracę jako para, promując nowe telefony marki Asus. Wyjechaliśmy nad morze i powstały piękne zdjęcia :).

Październik – przedsprzedaż książki „Superfood po polsku”

Nareszcie! Wydałam własną książkę w systemie self-publishing. To oznacza, że nie tylko ją napisałam i zrobiłam zdjęcia, ale sama zorganizowałam druk i system sprzedaży. Nie udałoby się to bez kilku osób, które mnie motywowały i wierzyły, że dopnę wszystko do końca oraz tych, które służyły poradą i dobrym słowem. Mariusz, który dodawał wiary w siebie i zrobił zdjęcie okładkowe oraz tytułowe fotografie do rozdziałów. Tomek, który pokazał, że można i podpowiedział, jak. Kasia Pisula, która trzymała kciuki i stworzyła piękny projekt. Paweł Milewski z drukarni Taurus, który nie bał się rozpocząć współpracy z osobą o znikomym doświadczeniu. Krzysztof, który zajął się stworzeniem systemu sprzedaży i na każdym kroku służy radą. Wszystkim wielokrotnie dziękowałam i robię to jeszcze raz!

Listopad – jestem w telewizji

W listopadzie, w telewizji Polsat, ukazał się odcinek programu „Wysmakowani”, w którym wzięłam udział. Choć zdjęcia miały miejsce w kwietniu, dopiero na listopad zaplanowana była potrawa, którą przygotowywałyśmy razem z Olgą Kwiecińską. Pamiętam, że stanęłam przed kamerą i poczułam, że trzęsą mi się nogi. Nie mam już siły walczyć ze swoją wieczną tremą.


Listopad to także miesiąc współpracy z eurobankiem, moim pracodawcą sprzed lat :). Powstał film, w którym opowiadałam trochę o moich sposobach na oszczędzanie. Minimalizm górą!

Grudzień – podróż do Indonezji przez Bangkok, wspinaczka na Ijen i podziwianie Bromo

Trochę szalony krok z mojej strony i prawdopodobnie więcej nie powtórzę wyjazdu w czasie największej blogowej aktywności kulinarnej. Ale dla tych widoków i czasu spędzonego z drugą połową było warto!

Może nie jestem aż tak beznadziejna, jak mogłoby mi się wydawać? Ale czekam wciąż na moment, w którym stwierdzę, że jest dobrze i jestem z siebie zadowolona. Bo jeśli to niebawem nie nastąpi, to chyba zwariuję ;).

Życzę Wam pomyślności w Nowym Roku! Jak oceniacie 2016? Był dla Was udany? Co udało się zrealizować, a czego nie?

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

Zobacz komentarze (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2009-2021 | Dorota Kamińska blog kulinarny, przepisy, podróże i styl życia | Wszystkie prawa zastrzeżone | Część odnośników na blogu to afiliacyjne linki partnerskie | Moja książka: Superfood | Silnik: Wordpress | Serwer: Bookroom