Wulkan El Teide na Teneryfie i piesza wyprawa - wszystko, co musisz wiedzieć przepis | Dorota Kamińska

Wulkan El Teide na Teneryfie i piesza wyprawa – wszystko, co musisz wiedzieć

Wulkan El Teide Teneryfa
5/5 (5)

Kiedy padła propozycja, że nasze niespodziewane, tygodniowe wakacje spędzimy na Teneryfie, od razu zamarzyła mi się piesza wyprawa na wulkan El Teide, choć nie miałam pojęcia, jak wysoko trzeba się wspinać, czy trasa jest trudna do pokonania i co trzeba zabrać ze sobą na czas pobytu na górze.

Zobacz też: Więcej relacji z naszej podróży na Teneryfę

Po Teneryfie jeździliśmy przez 7 dni samochodem, a wejście na wulkan zaplanowaliśmy jeszcze w czasie pobytu w Polsce. Wiedzieliśmy, że zechcemy wejść na sam szczyt pieszo i nie będziemy korzystać z możliwości wjazdu lub zjazdu kolejką linową, za to spędzimy noc (a właściwie kilka godzin) w schronisku Altavista u podnóża samego krateru. Mariusz poświęcił sporo czasu jeszcze przed odlotem, żeby posprawdzać informacje o tym, co jest potrzebne, czego nie wolno i ile trwa wejście oraz zejście.

Wulkan El Teide – dojazd samochodem do kolejki lub pieszego szlaku

Widok wulkanu kusi z większości miejsc na wyspie, przez które się przejeżdża, a dojechać do El Teide można autem na bezpłatne parkingi u podnóża góry: jeden znajduje się przy dolnej stacji kolejki linowej Teleferico del Teide, a drugi, mniejszy, przy początku pieszego szlaku obok Montana Blanca. Pamiętajcie, że szczyt to ponad 3700 m n.p.m i, jeśli na górę planujecie wejść/wjechać bez nocowania w schronisku, trzeba mieć osobne pozwolenie na wejście, bo codziennie wpuszcza się tu ograniczoną liczbę osób.

Wulkan El Teide Teneryfa
Wulkan El Teide, Teneryfa

Szczyt El Teide to wysokość, gdzie panuje zupełnie inna temperatura i pogoda niż u podnóża i położenie, na którym dokucza choroba wysokościowa, która może objawić się z różną intensywnością i na wiele sposobów: zawroty głowy, zadyszka, kaszel, ból głowy, osłabienie, nudności – to tylko niektóre z nich. My zaryzykowaliśmy i wyprawę samochodem na wulkan rozpoczęliśmy z „poziomu 0” czyli plaży przy oceanie, na której spędziliśmy noc w samochodzie. Gdybyśmy mieli wjeżdżać na szczyt kolejką, mogłoby skończyć się to nieprzyjemnie. Na szczęście w czasie wspinaczki łatwiej przyzwyczaić się do mniejszej ilości tlenu i innego ciśnienia.

Dojazd samochodem pod wulkan El Teide z większości miejsc na wyspie prosto do parkingu będzie trwać ok. 1-2 godziny, ale gorąco polecamy przeznaczyć pół dnia na podróż i wykorzystać ten czas na podziwianie przepięknych widoków i wykonanie pamiątkowych zdjęć. Pamiętajcie, żeby zawsze zamykać okna i drzwi w samochodzie na czas postoju! Jedna z Czytelniczek na Facebooku ostrzegała przed złodziejami, którzy na pobocznych parkingach czyhają na nieuważnych, zmęczonych turystów i „czyszczą” im samochód z kosztowności, w czasie gdy ci robią sobie zdjęcia.

Droga w kierunku El Teide
Droga w kierunku El Teide

Polecamy przejażdżkę drogą TF-38 po prostym odcinku, z takim pięknym widokiem!

Droga na wulkan El Teide
Droga na wulkan El Teide

Samochód razem z zamkniętymi w bagażniku walizkami zostawiliśmy na parkingu przy Montana Blanca. W walizkach, owinięte w ręcznik, zamknęliśmy jedzenie, którego nie zdążyliśmy zjeść, a nie chcieliśmy zabierać na samą górę. Noce są tu bardzo zimne, więc przez 24 godziny absolutnie nic mu się nie stało i nawet jogurty były nazajutrz, w południe, przyjemnie chłodne.

Masyw El Teide - mapa
Masyw El Teide – mapa

Wulkan El Teide na Teneryfie i piesza wyprawa – co zabrać

Na górę zabraliśmy sprzęt fotograficzny (Mariusz niósł nawet statyw, żeby fotografować nocne niebo), po 4 litry wody na osobę (na górze można kupić wodę butelkowaną w schronisku w cenie kilku EUR za butelkę lub bezpłatnie skorzystać z czajnika i zalać wrzątkiem przyniesioną ze sobą kawę czy herbatę). Kuchnia w schronisku dysponuje naczyniami, sztućcami, płytą grzewczą z palnikami i kuchenką mikrofalową. Polecam wnieść na górę lekkie, gotowe dania do mikrofalówki (my postawiliśmy na tortille, mieliśmy też banany, batoniki owsiane i przygotowane własnoręcznie kanapki). Widzieliśmy turystów z konserwami w puszkach lub słoikami – ciężkie to i nie polecam, zwłaszcza że śmieci trzeba znieść potem w plecaku, bo nie wolno zostawiać ich w schronisku.

Na górze będzie chłodniej, po drodze może wiać mocny wiatr. Samo podejście pod koniec jest skaliste i chociaż mnie udało się pokonać tę trasę w moich czerwonych trampkach, gorąco polecam zabudowane buty trekkingowe (ewentualnie tenisówki do biegania) i stanowczo odradzam trekkingowe sandały i wszelkie inne buty, które nie są przeznaczone do górskich wędrówek, nawet jeśli planujecie wjazd kolejką (UWAGA! Kolejka nie wjeżdża na sam szczyt i częsty jest widok turystów ubranych niemal jak na plażę, trzęsących się z zimna na górze i zastanawiających, czy wspinać się do końca, czy może zostać przy górnej stacji Teleferico, popatrzeć na widoki i zjechać).

W trasie nie ma miejsc przeznaczonych na toalety, więc „za potrzebą” idzie się za skałę ;).

Warto zabrać śpiwór, bo chociaż w schronisku jest pościel, to na samym szczycie, przed wschodem słońca, uratuje Was przed zmarznięciem. Przyda się termos, do którego przed opuszczeniem schroniska warto wlać gorącą kawę lub herbatę. Na pewno przyda się „czołówka” i/lub latarka ręczna. Kurtka, polar, a nawet czapka i rękawiczki. Tak, na Teneryfie, chociaż trudno w to uwierzyć ;). Obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne.

W schronisku nie ma pryszniców, więc przydadzą się chusteczki higieniczne dla niemowląt, ale na szczęście górną partię ciała można umyć w umywalce, w niezbyt ciepłej wodzie. Ręcznik własny, najlepiej lekki, turystyczny i szybkoschnący.

Mariusz w drodze, to dopiero początek ;)
Mariusz w drodze, to dopiero początek 😉

Zachwyciły mnie cudowne widoki i roślinność: w drodze na El Teide można podziwiać kwiaty, których nie spotkacie nigdzie indziej na świecie. W górnych partiach unosi się ich piękny zapach i słychać bzyczenie pszczół. Coś niesamowitego, czego się tutaj nie spodziewałam!

Piękna roślinność na wulkanie
Piękna roślinność na wulkanie

Miłośnicy minimalizmu i spokoju nacieszą oko i uspokoją ducha. Jeśli górskie wędrówki działają na Was uspokajająco, tutaj odetchniecie i zbierzecie myśli. Mało osób pokonuje tę trasę pieszo. Może to i dobrze, bo nie uświadczycie tłoku jak na Giewoncie :).

Jeden z wielu pięknych widoków
Jeden z wielu pięknych widoków
Wielkie głazy wyrzucone przez wulkan czyli El Teide Eggs
Wielkie głazy wyrzucone przez wulkan czyli El Teide Eggs

⅔ podejścia do schroniska to w miarę łatwa trasa, bez wystających kamieni, miejscami dość płaska. Całość, od parkingu do schroniska, pokonaliśmy w 3,5 godziny, z wieloma przerwami na zdjęcia, które ma się ochotę robić co kilka kroków. Zaplanujcie, że podejście może Wam zająć nawet 5 godzin, jeśli macie słabszą kondycję. Trochę żałowaliśmy, że nie mamy kijków trekkingowych, ułatwiłyby wejście i zejście, za to trzeba byłoby je odkładać za każdym razem, kiedy sięgałoby się po aparat.

Oderwany przed najtrudniejszym etapem podejścia
Oderwany przed najtrudniejszym etapem podejścia

Ostatnia część podejścia do schroniska robi się skalista. Mocniej wieje wiatr, nagle robi się dużo chłodniej, a zadyszka przychodzi co kilka kroków. To efekt dużej wysokości. W Peru żuje się kokę, a na Teneryfie trzeba sobie poradzić, robiąc przerwy na wyrównanie oddechu. Przygotujcie się na to, że będzie ich na tym końcowym odcinku mnóstwo :).

Końcowy odcinek - spacer po skałach
Końcowy odcinek – spacer po skałach

Przed wyjazdem i wspinaczką na wulkan koniecznie przeczytajcie regulamin schroniska. Godziny otwarcia, kiedy można dostać pokój, kiedy trzeba opuścić itp. Na miejscu nie zawsze jest obsługa znająca angielski, więc im więcej dowiecie się przed wyjazdem, tym lepiej.

Do schroniska dotarliśmy ok. 17.00. Myślałam, że pójdziemy obejrzeć zachód słońca, ale na szczęście Mariusz wybił mi z głowy ten pomysł. Warto odpocząć i spróbować przespać choćby kilka godzin, co nie jest łatwe w wieloosobowych pokojach z piętrowymi łóżkami, które skrzypią przy najmniejszym nawet ruchu. Polecam stopery do uszu.

Podejście ze schroniska Altavista na sam szczyt Pico del Teide

O 3.00 w nocy, spakowani, zabierając wszystkie rzeczy ze sobą, wyruszyliśmy ze schroniska na szczyt. W przerwie, w punkcie widokowym, razem z Agnieszką i Pawłem – parą poznaną kilka godzin wcześniej – próbowaliśmy robić nocne zdjęcia pięknie ugwieżdżonego nieba. Jeśli lubicie obserwować gwiazdy i planety, tutaj zobaczycie ich całe mnóstwo, a widok drogi mlecznej zapiera dech w piersiach!

Moje zdjęcia robiłam bez statywu, kładąc aparat na kamieniach i podpierając różnymi częściami garderoby. I tak są poruszone, za to „pierwsze koty za płoty” :D.

Mleczna droga - niebo nad wulkanem El Teide
Mleczna droga – niebo nad wulkanem El Teide

Owinięci wszystkimi możliwymi ubraniami, zajęliśmy miejsce na skałach na szczycie i czekaliśmy na wschodzące słońce.

Fotograf w czasie ekspedycji ;)
Fotograf w czasie ekspedycji 😉
Wschód słońca na El Teide
Wschód słońca na El Teide
Gran Canaria na Horyzoncie
Gran Canaria na Horyzoncie

Pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego! Góra rzuca cień na ocean. Niesamowity widok, zwłaszcza że po zachodniej stronie niebo również nabiera pomarańczowej barwy!

Cień rzucany przez wulkan na ocean
Cień rzucany przez wulkan na ocean

Zmarznięta, zeszłam wcześniej, czekając przy górnej stacji kolejki na Mariusza, Agę i Pawła. Razem zeszliśmy potem na parking do samochodu.

Szczyty gór skąpane w promieniach słońca
Szczyty gór skąpane w promieniach słońca

Przy dobrej widoczności Gran Canaria maluje się na horyzoncie.

Widok z El Teide w drodze powrotnej
Widok z El Teide w drodze powrotnej

To była fantastyczna wyprawa i cudownie było czuć przyspieszone bicie serca, kiedy zza horyzontu wyłaniało się wschodzące słońce, ogrzewając promieniami nasze zmarznięte twarze. Z zamkniętymi oczami, wdychając okrutny zapach siarki, który od czasu do czasu wydostaje się ze skalnych szczelin, siedzieliśmy na szczycie, na najwyższej jak dotąd wysokości, którą udało nam się zdobyć i nie mogliśmy wyjść z podziwu, jak piękna i różnorodna jest Teneryfa – malutka wysepka u wybrzeży wielkiej Afryki.

Wulkan El Teide na Teneryfie – co zabrać

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

Dorota Kamińska

Blogerka kulinarna, fotografka, podróżniczka

Cześć, mam na imię Dorota i tworzę przepisy kulinarne z filmami wideo. Jestem autorką książki „Superfood po polsku”, a moje ukochane miasto, w którym mieszkam, to Wrocław :). Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.| Więcej o mnie

7 komentarzy
  1. PRZEFANTASTYCZNE zdjęcia! Nie mogę się napatrzeć 🙂
    Bardzo fajny, szczegółowy wpis. I choć pewnie nigdy tam nie dotrę, to bardzo miło mi się czytało 🙂

    1. Dziękuję! Co do wyprawy, to też kiedyś się nie spodziewałam, że zwiedzę cały świat. Życie zaskakuje, ale marzeniom trzeba pomóc się spełnić :D. Trzymam kciuki, żebyś jednak tam dotarła :D.

Twoja odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Dorota Kamińska – przepisy kulinarne

Cześć, jestem Dorota! Miło mi Cię gościć! Właśnie odwiedzasz mój blog kulinarny. Piszę tu o podróżach, fotografii i stylu życia oraz publikuję przepisy kulinarne i filmy wideo. Fajnie, że jesteś i mam nadzieję, że zagościsz na dłużej :).

Przepisy kulinarne, podróże, styl życia. Najlepsze obiady, przekąski, sałatki i drinki.

Polub, zanim zapomnisz :)