Najpiękniejsze oświadczyny na świecie | Dorota Kamińska
Czytasz właśnie
Najpiękniejsze oświadczyny na świecie

Najpiękniejsze oświadczyny na świecie

Oświadczyny na Palawan
5/5 (3)

Był zimny, marcowy poranek 2013 roku, kiedy pełna niepewności wsiadałam do samolotu, który za chwilę miał odlecieć do Londynu. Wysyłając ostatnie wiadomości, tuż przed startem, gdy w pośpiechu wstukiwane na ekranie telefonu słowa mieszały się w myślach z płynącymi z głośnika komunikatami, z sercem na dłoni, wciąż nie wiedząc czy uda mi się z nim zobaczyć, wyruszałam w swoją kolejną podróż. Samolot wystartował pomimo niepogody, a ja zastanawiałam się, czy tegoroczna zima, która zawitała do nas na tak długo, okaże się choć odrobinę łaskawa i, nie sprawiając niemiłych niespodzianek, pozwoli dotrzeć na czas do Luton.

Zobacz też: Ona i on – więcej historii

„Proszę państwa, tu kapitan. W Luton mamy mgłę, a w czasie lotu miniemy strefę drobnych turbulencji. Dziś jest 8 marca, Dzień Kobiet, dlatego wszystkim paniom składam serdeczne życzenia wszystkiego najlepszego. 8 marca to także imieniny Beaty, a z nami na pokładzie leci dziś Beata Nowicka. Pani Beato, wszystkiego dobrego! Pani towarzysz podróży ma do pani bardzo ważne pytanie, które właśnie teraz chciałby pani zadać…” – w tym momencie wszyscy pasażerowie zaczęli rozglądać się za miejscem, w którym siedziała pani Beata.

Nietrudno było ich dostrzec, on się właśnie oświadczał, a ona płakała ze szczęścia. Siedzieli 3 rzędy przede mną.

Nie spotkaliśmy się wtedy w Londynie, ani później, w Paryżu. Pisaliśmy do siebie SMS-y, gdy w czerwcu jechałam pociągiem na koncert Bon Jovi do Gdańska.

W kolejce do wejścia na stadion czekali obydwoje, on wysoki, wysportowany, ubrany na luzie, a jednak elegancko. Pamiętam jej koronkową sukienkę w kolorze ecru, długie włosy i pełne miłości spojrzenie. Z najlepszego miejsca, tuż pod sceną, machali do swojej rodziny, siedzącej w oddali, na trybunach. Pod koniec koncertu, stojąc tuż za nią i wtulając się w jej plecy, całując po włosach i pilnując, żeby nie zauważyła, wyjął z kieszeni rolkę białego papieru. Rozwinął nad nią transparent, kilka razy, do skutku. Ona nie zauważyła, ale John Bon Jovi w końcu przeczytał napisaną po angielsku wiadomość:

„W kieszeni mam pierścionek. Przyjechaliśmy tu ze wszystkimi najbliższymi nam osobami. Jeśli zagrasz „Never say goodbye”, poproszę ją o rękę”.

John kiwnął głową. Kilkanaście minut później, które dla tego chłopaka musiały być wiecznością, zespół zagrał utwór na tak nietypowe życzenie. Na moich oczach, bo para stała tuż przede mną, on ukląkł i poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła.

Myślałam o nim w Barcelonie. Próbowałam zapomnieć, przemierzając samochodem USA, od Miami po San Francisco. Po powrocie z Tajlandii i Kambodży, w tym samym czasie, choć na różnych terminalach, byliśmy na lotnisku w Berlinie.

W lipcu 2014 roku, na filipińskiej wyspie Palawan, długo po zachodzie słońca, płynęłam łodzią w towarzystwie grupy turystów, zebranych z różnych hoteli, najedzonych pyszną kolacją zaserwowaną przez załogę. Wypatrując świetlików błyskających znienacka spośród gałęzi rosnących u brzegu drzew i podziwiając usłane gwiazdami, bezchmurne niebo, wsłuchując się w szum wpadającej do morza rzeki, dziękowałam w myślach za cały swój spokój, który wreszcie udało mi się odzyskać. Nie oglądając się wstecz, brałam od życia to, co dawało, ciesząc się każdą chwilą i doceniając ogrom szczęścia, może nieco innego niż to, na które liczyłam, ale którego było mi, jako jednej z nielicznych, dane doświadczyć. Zwiedziłam pół świata, a i tak wciąż stał przede mną cały otworem.

„Niedługo dopłyniemy do brzegu. Było nam bardzo miło gościć Państwa na pokładzie. Ale zanim się rozstaniemy… no dalej, młody człowieku, mów co chciałeś nam przekazać”.

Roześmiana ekipa dwudziestolatków zamilkła, kiedy jeden z nich wstał, biorąc swoją dziewczynę za rękę.

„Znamy się już 5 lat. To najszczęśliwsze 5 lat mojego życia. Miałem przygotowane przemówienie, ale te wszystkie słowa są mało ważne. Chciałbym prosić cię o rękę”.

Pocałowali się na oczach pasażerów, razem z którymi biłam im brawo.

Gdzieś z dala od innych, przytuleni do siebie, usiądziemy, rozkoszując się codziennością. Być może napijemy się wina albo zjemy dobrą kolację we własnym domu. Wyjdziemy z eleganckiej restauracji lub ulubionego pubu i usiądziemy na jednej z ławek, spoglądając na innych przechodniów. Może będziemy patrzeć na Machu Picchu, wsłuchiwać się w odgłos odbijaków stukających miarowo w łodzie w jednym z greckich portów lub zanurzać stopy w mazurskim jeziorze, siedząc na pomoście tuż przed zachodem słońca? Może po prostu, niespodziewanie, pewnego dnia stwierdzimy, że chcemy być razem do końca życia.

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

Zobacz komentarze (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2009-2020 | Dorota Kamińska blog kulinarny, przepisy, podróże i styl życia | Wszystkie prawa zastrzeżone | Część odnośników na blogu to afiliacyjne linki partnerskie | Moja książka: Superfood | Silnik: Wordpress | Serwer: Bookroom