fbpx
Czytasz właśnie
Ministra, murarka, saperka

Ministra, murarka, saperka

Jeszcze nikt nie ocenił. Może Ty zaczniesz? Na końcu wpisu możesz przyznać gwiazdki.

Miłe Panie! Jak to możliwe, że w USA mamy następujące zawody: dermatologist, doctor, politician, teacher i wiele innych, które, obstawiam, bo nie mam 100% pewności, brzmią tak samo zarówno gdy dotyczą kobiet jak i mężczyzn, a u nas postuluje się o stworzenie osobnych nazw zawodów wykonywanych przez kobiety?

„Dermatolożka”, „psycholożka” – może nie kaleczą naszych uszu, ale „ministra”? Może lepiej „ministerkini” albo „ministerka”? Do tego „murarka”, „marynarka”, „saperka”, „nurkini” i „posłanka”, która, choć od lat zadomowiona w naszej mowie, niezmiennie kojarzy mi się z posłanym tapczanem :).

Obejrzałam dziś program „Tomasz Lis na żywo”, w którym toczyła się dyskusja na temat idei wprowadzenia takich tworów do naszego ojczystego języka i wysłuchałam wielu argumentów za i przeciw. Jestem kobietą i gdybym była doktorem, mechanikiem samochodowym, rajdowcem albo ministrem, umarłabym ze śmiechu, gdyby ktoś oficjalnie wypowiedział się o mnie „doktorka”, „mechaniczka”, „rajdowczyni” albo, o zgrozo, „ministra”! Jestem za równouprawnieniem w wykonywaniu zawodów, które zostały zdominowane przez mężczyzn, którzy, brzydko mówiąc, pchają się do władzy, zostając szefami kuchni (i to ich przeświadczenie, że mężczyźni są w tym najlepsi; dziwne, że tak się hurtem nie pchają do gotowania w domowym zaciszu, gdzie w ten sam sposób można wykazać swoją rzekomą wyższość w gotowaniu 🙂 ), politykami, prezesami, generałami czy nawet kurierami. Jednocześnie uważam, że nie musimy być żołnierzami albo budowlańcami, skoro fizycznie jesteśmy słabsze od mężczyzn i nie ma sensu udowadniać na siłę, że jest inaczej, choć znane są przecież wyjątki.

Miłe Panie, skoro już walczymy o równouprawnienie, czy naprawdę wierzycie w to, że kobiety zaczną być traktowanie poważnie i na równi w polityce i innych dziedzinach, które są domeną mężczyzn, kiedy wymyślą sobie oddzielne nazewnictwo zawodów z tychże dziedzin? Może raczej narażą się na dodatkowy, niepotrzebny śmiech i kolejne poniżenie? Czy żyjecie, jak Kazimiera Szczuka, w przeświadczeniu, że Wasze córki, od dziecka mając styczność z nowym nazewnictwem, napotkają w życiu mniej trudności przy konkurowaniu o stanowiska w tych zawodach z mężczyznami?

Zobacz też
Zakalec

Może zamiast tworzenia niepotrzebnych kombinacji językowych, wpajajcie córkom od dziecka wartości takie jak silna wola, wytrwałość i kształtujcie ich otwarte umysły. Niech wiedzą, że ich życie nie musi się skończyć na serwowanej przez seriale telewizyjne i kolorowe pisma papce w postaci konieczności znalezienia męża, kupowania modnych ubrań, robienia makijażu, gotowania, wiary w horoskopy, urodzenia dziecka przed trzydziestką i prac domowych, do których „zostały stworzone”, urlopu macierzyńskiego, pracy w korporacji albo budżetówce i stania w kolejce o miejsce dla dziecka w żłobku. Może wychowajcie synów pomocnych swoim przyszłym żonom, partnerów w domowych obowiązkach, którym obce będą seksizm i stereotypy. Dopóki nie wykrzewimy postawy „kobieta gotuje, pierze i sprząta, a mężczyzna naprawia usterki i wynosi śmieci”, żadna „ministra” tego świata za nas nie zmieni.

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

13 komentarzy
  • Cóż, jako językoznawczyni (sic!) mogę uznać Twoją wypowiedź za osobistą opinię, gdyż j. angielski nie ma tu nic do rzeczy. W angielskim masz też „jeden precyzyjny” przymiotnik „big” – oznacza płeć żeńską czy męską? A „jedno precyzyjne” wyrażenie „I wrote a book” oznacza „napisałam książkę” czy „napisałem książkę”?
    Jeśli chcesz zająć się analizą porównawczą takich form, to proponuję porównać polski z czeskim (dużo bardziej „sfeminizowany”) czy rosyjskim (nie wiem:)), a i w innych językach europejskich (włoski) znajdziesz żeńskie nazwy zawodów.

  • Miła Doroto:) Język angielski ma zupełnie inną strukturę niż polski czy inne słowiańskie, więc bez sensu jest porównywać takie zjawiska. W związku z tym nie odmienia się np. nazwisk, a po polsku czy po rosyjsku określenie pani Kowalski brzmi dziwnie i nienaturalnie. A od strony gramatycznej formy takie jak: pani Kowalski, pani minister i pani nauczyciel są identyczne. Używamy słowa w rodzaju męskim i dodajemy drugie słowo wskazujące na płeć. Jeśli więc może być nauczycielka, blogerka ( a nie: pani bloger kulinarna), policjantka, sprzątaczka i sekretarka to dlaczego inne nazwy zawodów i funkcji nie mogą być tak samo tworzone. To nie są niepotrzebne kombinacje językowe. Wręcz przeciwnie – wygodniej i łatwiej jest używać jednego precyzyjnego słowa. Poza tym jest to bardzo konsekwentne i zgodne z wewnętrzną logiką języka. Tutaj ciekawy przykład: kiedy cudzoziemcy zaczynają uczyć się polskiego i poznają absolutne podstawy, między innymi rodzaje ćwiczone zwykle na przykładach nauczyciel-nauczycielka, pisarz-pisarka itp. bezbłędnie i naturalnie tworzą żeńskie nazwy zawodów i funkcji. Premierka czy ministerka (bo raczej ta regularna forma się pojawi) są dla nich oczywistymi i normalnymi formami słów.

    Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kobieta czuła się rajdowcem czy mechanikiem. Ja jednak dobrze się czuję w mojej skórze i używam w stosunku do siebie określeń rodzaju żeńskiego. A co wpoję mojej przyszłej-ewentualnej-kiedyś-tam-córce to już inna sprawa. Mam nadzieję, że same pozytywy:)

    • Ale jedno precyzyjne słowo to właśnie minister czy premier. Czytałam niedawno artykuł, w którym ktoś słusznie zauważył, że końcówka „-ka” oznacza w naszym języku zdrobnienie, poza tym saperka czy reżyserka mają już swoje inne znaczenia słownikowe i stosowanie ich jako nazw zawodów, zamiast ułatwić, tylko dodatkowo wszystko utrudni i pomiesza. Ostatecznie można jeszcze przyjąć premierkę czy ministerkę, ale ministra i premiera (Titanica w 3D) są moim zdaniem nie do przyjęcia :). Ale podobno językoznawcy już wypowiedzieli się, że ministra jest formą poprawną, więc, cóż… trzeba będzie przywyknąć.

  • Język ewoluuje, ale ja myślę że można sobie je ułatwiać nie raniąc przy tym polszczyzny. W języku angielskim też przecież do pewnego momentu były nazwy zawodów w formie męskiej i żeńskiej(np.steward i stewardess), tam w imię poprawności politycznej ujednolicono je ( teraz flight attendant). Przecież określenie „pan doktor” czy „pani doktor” nie jest dla nikogo krzywdzące. Ja myślę że ważne jest co kto robi, a nie jak to nazywa.

  • Wiesz, tu jest wielka dyskusja o tym, czy język kształuje nasz świat.
    Po części kształtuje, to jasne – ale np. od dziecka, widząc Panią doktor wiem, że są też kobiety lekarze – zresztą, jak zauważyłaś, nasz jezyk jest dużo bardziej wrażliwy na płeć, niż angielski.

    Mamy przecież Panią doktor, Panią minister (nota bene,poprawna forma to ministerka), czy Panią geolog.

    Ja osobiście podpisuję się – socjolożka, bo to dla mnie jest dość oczywiste, ale jako absolwetnka kulturoznawstwa nie będę pisać kulturoznawczyni raczej;)

    Wiesz, osoby wrażliwe na język mówią tak: teraz nas to gorszy, bo jesteśmy w okowach patryiarchalizmu, ale np. za 20 lat ministerka będzie tak powszechna, że to się zmieni – a każda zmiana rodzi opór.

    Osobiścien ie mam nic przeciwko, jeśli ktoś chce nieść kaganek oświaty i koniecznie tworzyć odpowiedniki żeński – byleby wcześniej skonsultował się z językoznawcą, jak przy tej nieszczęsnej ministrze – ale moim zdaniem to jest problem zastępczy.

  • ja jestem geodetą i po mimo, że funkcjonuje słowo „geodetka” w języku polskim to zawsze używam rodzaju męskiego. Poważniej brzmi. Wydaje mi się, że to tworzenie na silę rodzaju żeńskiego (który w wielu przypadkach brzmi infantylnie, taka socjolożka, psycholożka…) jest przesadą. Prolem maja z tym chyba jakieś niedowartościowane panie. Bo to, że ktoś nazwałby mnie ministrem, doktorem czy murarzem nie umniejsza mojej kobiecości 🙂

    • Widzisz, właśnie o to chodzi. Że społeczeństwo ustaliło, że forma męska jest O.K – silna, poważna, poważana, a żeńska infantylna (Pan Psycholog to jest super naukowiec a psycholożka to głupia myszka, bo przecież to takie dziwne, kobiece zdrobneinie). W tej aferze chodzi o to, żeby właśnie te żeńskie zawody nie kojarzyły się tylko z niskoopłacanymi stanowiskami (pielęgniarka, nauczycielka), ale żeby też kobiety wykształcone miały prawo nazywać się, bez uszczerbku na powadze i honorze, żeńskimi końcówkami. Dlatego ja piszę o sobie socjolożka konsekwentnie – to akurat jest dość naturalne w naukach społecznych, chyba wszyscy się przyzwyczaili z socjologicznego grona;)

      • ale jak ktoś nazwie Cię socjologiem to będziesz przez to mniej kobieca? Wg mnie ważniejsze jest walczenie z tym aby kobiety i mężczyźni na równorzędnych stanowiskach zarabiali tak samo a nie o to jaką końcówkę ma nazwa stanowiska czy zawód.

  • No jeszcze tramwajarka, kierownica (kierowczyni?!), w ogóle to może już dojarka jakaś się znajdzie co?:)) Takie to już nasze polskie głąby w sejmie są… nie zajmie się biedą ani bezrobociem tylko ministrowaniem ministry.

  • Hej Dora 🙂
    Jak najbardziej zgadzam się z przesłaniem, że potworkom językowym mówimy stanowczo: nie.
    Ale konkluzja notki: jakbym Seksmisję oglądał 🙂
    Do teraz dźwięczy mi w uszach: „Myślę, że nie ma tu nad czym deliberować. (…) Nie dopuścimy do tego, by powróciła sytuacja, w której kobieta byłaby znowu kelnerką na bankiecie życia, przy którym ucztuje samiec.” 😀

    • Ale jak to inaczej ująć? To sama prawda przecież. Chmielewska kiedyś pięknie to opisała: wywalczyłyśmy prawo do głosowania, prawo do wykonywania pracy, a zapomniałyśmy, że po 8 godzinach, kiedy będziemy wracać do domu, trzeba będzie zrobić wszystko to, na co kiedyś był do dyspozycji cały dzień. I po tylu latach, o dziwo, matki nadal wypuszczają w świat synów, którzy raz w miesiącu przyjeżdżają do nich z plecakiem brudnych ubrań do wyprania i pustymi słoikami po fasolce po bretońsku i bigosie, do wymiany na nowe, pełne i córki przygotowane do tego, że mają być żonami, matkami i gospodyniami domowymi, co oczywiście nie jest żadną ujmą, ale rozejrzyj się wokół siebie jak w XXI wieku postrzegane są te kobiety, które nie wpisują się w ten kanon :).

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2009-2021 | Dorota Kamińska blog kulinarny, przepisy, podróże i styl życia | Wszystkie prawa zastrzeżone | Część odnośników na blogu to afiliacyjne linki partnerskie | Moja książka: Superfood | Silnik: Wordpress | Serwer: Bookroom