Kredyt hipoteczny a jednoosobowa działalność gospodarcza – moja historia

5/5 (11)

Kiedy w 2006 roku kupowałam swoje pierwsze mieszkanie na kredyt, miałam plan, że po pięciu latach nabędę kolejne, większe i wygodniejsze lokum. Pamiętam, jak wkurzałam się, że wszyscy normalni ludzie mają umowy o pracę, dostają zaświadczenia o zarobkach i szybko przechodzą przez proces weryfikacji zdolności kredytowej. Ja pracowałam na kontrakcie menedżerskim w firmie z centralą na Tajwanie, podatki płaciłam w Polsce i dobrowolnie opłacałam składkę zdrowotną w ZUS. Wyobraźcie sobie podejście banków do takich osób, gdy zapotrzebowanie na kredyty było ogromne i klienci „walili drzwiami i oknami”, żeby zaciągnąć hipotekę we frankach ;). Jednak pomimo niestandardowej procedury udało się i kredyt hipoteczny dostałam! Pięć lat minęło dość szybko, kolejnych siedem zleciało błyskawicznie i oto mieszkanie miałam niemal w całości spłacone, a życie wywrócone kilka razy do góry nogami. W międzyczasie zostałam blogerką kulinarną, rozstałam się z wieloletnim partnerem, podróżowałam po świecie, poznałam Oderwanego i po trzech latach mieliśmy dość życia na ciasnych 45 m². Postanowiliśmy kupić większe mieszkanie i oto pojawił się temat: kredyt hipoteczny a jednoosobowa działalność gospodarcza.

Zobacz też: Więcej wpisów w kategorii „Dom”

Pomyślałam, że skoro dwanaście lat wcześniej było możliwe udokumentowanie we wniosku kredytowym dochodów z Tajwanu, jednoosobowa działalność gospodarcza, w dodatku prowadzona od wielu lat i przynosząca spore zyski, nie będzie stwarzać większych problemów. Podpytałam znajomych, potem nieźle się wystraszyłam słysząc, jak jeden z nich przez pół roku boksował się ze swoim bankiem i udowadniał, że ma zdolność kredytową, następnie postanowiłam działać. Jeśli ktoś z Was prowadzi własną firmę i jest to jego jedyne źródło dochodu, chętnie podpowiem, jak to wygląda: kredyt hipoteczny a działalność gospodarcza. Mam nadzieję, że moja historia pokaże Wam, co warto zrobić, na co się przygotować i zwracać szczególną uwagę. Jak uzyskać kredyt hipoteczny, prowadząc jednoosobową firmę?

Kredyt hipoteczny a jednoosobowa działalność gospodarcza – co warto wiedzieć na początku

Ktokolwiek prowadzi działalność, powie Wam, jak często my, mali i średni przedsiębiorcy, mamy pod górkę. Większość przepisów wkłada nas do jednego worka z dużymi firmami, a za każdym razem, gdy rząd obieca rozdawać ludziom pieniądze, funduszy na spełnienie wyborczych obietnic szuka się w pierwszej kolejności wśród osób prowadzących działalność. Również banki od lat traktują małe i średnie firmy po macoszemu. A przecież ktoś, kto prowadzi własną firmę i co miesiąc musi zapłacić ZUS i podatki, a do tego wychodzić na swoje, to osoba zaradna, która będzie potrafiła zaplanować spłatę kredytu. Zyski z własnej firmy mogą szybko zmaleć tak samo jak w przypadku umowy o pracę, o czym sama się przekonałam, gdy w 2008 roku z dnia na dzień mnie zwolniono z wysokiego (teoretycznie stabilnego) stanowiska i straciłam bardzo dobrą, czterocyfrową pensję.

Pracując na umowę o pracę, wystarczy przynieść do banku zaświadczenie o zarobkach. Czasem będzie potrzebne ostatnie świadectwo pracy, być może historia rachunku bankowego. Zasady w poszczególnych bankach mogą się różnić, ale podstawowe formalności są z reguły takie same. A jakie dokumenty musi dostarczyć przedsiębiorca? –

  1. Zaświadczenie z ZUS i US o niezaleganiu z opłatami.
  2. Wydruk z księgi przychodów i rozchodów – ogólne podsumowanie całego poprzedniego roku oraz wszystkich miesięcy aktualnego.
  3. Szczegółowy wydruk KPiR z ostatnich trzech rozliczonych miesięcy.

To podstawowe dokumenty na start, o których poinformowała mnie doradczyni w mbanku, do którego poszłam w pierwszej kolejności, ponieważ tam od wielu lat mam osobiste konto i firmowy rachunek. Każdy bank będzie oczywiście prosić o odrobinę inne dokumenty na starcie, ale, ogólnie, wszędzie jest podobnie.

Przed wizytą w placówce sprawdziłam online swoją zdolność kredytową. Nie sugerujcie się maksymalną kwotą określaną przez bank – ona ma na celu zachęcenie Was do złożenia wniosku, ale przynajmniej wiadomo, w jakich granicach można się zamknąć i w jakiej (mniej więcej) cenie szukać mieszkania. Dobrze zweryfikować ten wynik w placówce, ponieważ to, co nam wydaje się dochodem, niekoniecznie będzie nim z punktu widzenia banku (o czym opowiem w dalszej części). Obniżcie maksymalną kwotę, która wyszła Wam online, o ok. 25% i pamiętajcie o dodatkowych kosztach związanych z zakupem nieruchomości (pośrednik, notariusz, podatek PCC, opłata za wpis hipoteki do księgi wieczystej, remont, wyposażenie).

Można zacząć poszukiwania! Za naszym mieszkaniem zaczęłam się rozglądać w grudniu 2017 roku.

Mieszkanie na kredyt czy za gotówkę? A może lepszy wynajem?

Zanim zapadła decyzja o kupieniu własnego, większego mieszkania, spieraliśmy się z Mariuszem, w którym mieście mieszkać: lepszy Wrocław (moje miasto) czy Opole (jego)? Przez rok szukaliśmy w Opolu mieszkania do wynajęcia, ale nie znalazło się żadne lokum ładnie urządzone i odpowiednie dla filmującej się w kuchni blogerki kulinarnej. Tzn. znalazło się jedno, ale ktoś nas wyprzedził i podpisał umowę – widocznie tak miało być ;). Potem rozglądaliśmy się za takim wystawionym na sprzedaż, w międzyczasie po parę razy zmieniając zdanie. Pod koniec roku Mariusz wyjechał na trzy miesiące do Azji, w tym czasie dyskutowaliśmy telefonicznie i w końcu ustaliliśmy, że zostajemy we Wrocławiu, a zamieszkamy w kamienicy. Dodam, że obydwoje mieliśmy już po jednym mieszkaniu kupionym na kredyt, ale tylko moje było w sporej części spłacone. Zaczęłam przeglądać ogłoszenia.

Wynajęte mieszkanie

Zwolennicy wynajmu cenią sobie niezależność, możliwość łatwej i szybkiej przeprowadzki oraz brak umowy, którą podpisuje się na kilkadziesiąt lat. Mariusz wielokrotnie wynajmował mieszkania, zanim kupił swoje 45 m² w Opolu. Wynajem to dobra opcja, gdy nie do końca się wie, czego by się chciało prywatnie lub zawodowo, albo po prostu woli się poczekać, płacić komuś czynsz, ale jednocześnie odkładać na własną nieruchomość lub stopniowo budować dom. Mieszkanie po kilkudziesięcioletniej spłacie kredytu i odsetek oraz potencjalnych wzrostach oprocentowania będzie kosztowało nas niemal dwa razy więcej niż jego faktyczna cena zakupu w akcie notarialnym. Ale po spłaconym kredycie zostaje się z własną nieruchomością (warto pamiętać, że wcześniej należy ona do banku, nie do nas :)). Rodzice Mariusza budowali dom bez kredytu i w efekcie ukończyli go, kiedy obaj synowie byli już dorośli i opuścili rodzinne gniazdo. Warto wziąć pod uwagę, że czasem realizacja planów budowlanych może się sporo przeciągnąć w czasie.

Mieszkanie za gotówkę

To najtańsza opcja, bo omija się odsetki kredytu hipotecznego, które, nawet pomimo pozornie niedużej stawki, w całym, kilkudziesięcioletnim okresie spłaty i przy ryzyku wzrostu oprocentowania powodują, że w efekcie mieszkanie kosztuje niemal dwa razy więcej niż wynosiła cena zakupu w akcie notarialnym. Warto jednak zastanowić się, czy nie lepiej, dysponując gotówką na zakup mieszkania, kupić je na kredyt, a pieniądze zainwestować np. w rozwój własnego biznesu. Piszę to oczywiście z punktu widzenia przedsiębiorcy, bo nie doradzałabym takiego rozwiązania komuś, kto nie zajmował się nigdy własną firmą i nie wie, co się opłaca, jakie jest ryzyko oraz brakuje mu doświadczenia.

Mieszkanie na kredyt

Kredyt hipoteczny to wygodna i opłacalna forma uzyskania środków na zakup, gdy w miarę dobrze się zarabia i wiadomo, że przez kilka pierwszych lat damy radę go nadpłacać. Jeśli w życiu zawodowym pojawią się jakieś zawirowania, pozostajemy z w miarę bezpieczną do spłaty ratą i opcjami wakacji kredytowych, które z reguły można uruchomić raz na rok. Wszystko oczywiście zależy od umowy, jaką mamy z bankiem, dlatego warto przeanalizować dokładnie ofertę rynkową, o czym więcej opowiem za chwilę. Dla mnie kredyt hipoteczny to bardzo wygodna opcja, ponieważ oba posiadane już przeze mnie i Mariusza mieszkania będą wynajęte, a zysk z najmu pokryje niemal całość sumy rat kredytów za dotychczas posiadane mieszkania oraz to nowo zakupione. Chcąc uzbierać gotówkę na zakup i jednocześnie podróżować tak dużo, jak dotychczas, musielibyśmy długo czekać, a nowe lokum potrzebne nam jest już teraz. Obydwoje dobijamy czterdziestki i uznaliśmy, że jest to ostatni moment na zaciągnięcie kredytu. W chwili przejścia na emerytury (które zapewne okażą się znikome) będziemy mieć trzy mieszkania, które staną się dodatkowym źródłem dochodu. A my przeniesiemy się do jakiegoś ciepłego, niedrogiego kraju, jeśli taki będzie jeszcze wtedy istnieć ;). Jak myślicie, to dobry plan, gdy nie ma się dzieci? Ja uważam, że tak :).

Jak przygotować księgę przychodów i rozchodów do wnioskowania o kredyt hipoteczny

W 2017 roku moja firma przynosiła regularnie zyski, a w ostatnim kwartale odłożyłam pieniądze na wkład własny. Wiedziałam już, jak wygląda sprawa zdolności kredytowej i podstawowych formalności w mbanku, ale nie miałam czasu na chodzenie po pozostałych bankach i porównywanie ofert, więc postanowiłam skorzystać z pomocy niezależnej doradczyni. W styczniu 2018 roku, gdy zamknęłam księgowo miniony rok, umówiłam się z Anitą Iwaniak – koleżanką, która od wielu lat zajmuje się doradztwem finansowym. I to był strzał w dziesiątkę!

Anita wyliczyła mi realną zdolność kredytową, która okazała się oczywiście mniejsza niż to, co wychodziło mi online w mbanku, ale nadal oscylowała w granicach kwoty, jaką byliśmy gotowi przeznaczyć na zakup mieszkania. Powiedziała mi też wstępnie, jak wyglądają procedury i tu pojawiło się moje zdziwienie: do oceny zdolności kredytowej jednoosobowych działalności banki często nie biorą pod uwagę dochodów uzyskiwanych w obcych walutach! Wyobrażacie to sobie? To nic, że te waluty automatycznie przeksięgowują mi się na złotówki w dniu wpływu i że potem wydaję te pieniądze w Polsce. Z punktu widzenia niektórych banków (m. in. mbanku, w którym mam konto firmowe) te dochody nie istnieją, dlatego warto, nawet zagranicznym firmom, na wszelki wypadek wystawiać faktury w złotówkach – jeśli się na to zgodzą.

Są oczywiście takie banki, które są bardziej przyjazne nietypowym źródłom i walutom dochodów, ale całkowity koszt udzielanego przez nie kredytu potrafi być o wiele wyższy.

Podsumowując

  1. Trzeba wykazywać księgowo jak najwyższe dochody (przychody-koszty), które pojawiają się regularnie przez cały rok. Banki niechętnie patrzą na działalności, które zyski generują sezonowo, przynosząc w niektórych miesiącach straty. Nawet jeśli ogólny zysk w skali roku jest wysoki. Większe wydatki firmowe warto odłożyć na przyszłość, gdy kredyt będzie już przyznany. Można też po prostu nie brać faktur na większe zakupy i nie wykazywać poniesionych kosztów, ale będzie się to wiązać z wyższymi podatkami do zapłacenia.
  2. Warto mieć dobre dochody również dwa lata wstecz, bo może się okazać, że bank będzie chciał obejrzeć poprzednie księgi.
  3. Dochody walutowe dobrze jest otrzymywać na konto prowadzone w złotówkach. W momencie wpływu zostaną automatycznie zaksięgowane w PLN i można od razu wpisać je w ten sposób do KPiR.
  4. Na ubieganie się o kredyt dobrze wybrać taki moment, w którym zysk minionego kwartału jest największy. U mnie miał to być styczeń 2018 r., ale wyszło trochę inaczej…

Przed ubieganiem się o kredyt posiadałam dwie, regularnie spłacane, karty kredytowe: jedną z limitem 10 tys. zł i drugą na 7 tys. zł oraz limit kredytowy w koncie osobistym w wysokości 10 tys. zł – wykorzystywany sporadycznie i posiadany na wypadek nieterminowych spłat zobowiązań przez niektórych klientów. Anita doradziła mi, żeby od razu zrezygnować z karty z limitem 10 tys. zł, więc następnego dnia wypowiedziałam umowę.

Wymarzona nieruchomość – mieszkanie w kamienicy

Po styczniowym spotkaniu z Anitą poszukiwania mieszkania trwały aż do początku kwietnia. Ale znaleźliśmy wreszcie nasze 70 m² w kamienicy we Wrocławiu. W tym czasie moja firma oczywiście nadal zarabiała, ale nie były to tak wysokie kwoty jak w czwartym kwartale 2017 roku – uroki magii Bożego Narodzenia ;).

Skonsultowałam się jeszcze raz z Anitą, następnie umówiłam się z klientami, z którymi współpracuję od lat, na wystawienie niektórych faktur z wyprzedzeniem. Dałam im długie terminy płatności. W ten sposób, księgowo, miałam, na wszelki wypadek, większy dochód. Podpisaliśmy umowę przedwstępną ze spółką z. o.o. – właścicielem mieszkania. Miała to być umowa notarialna, ostatecznie była zwykła, cywilno-prawna, przygotowana przez biuro nieruchomości obsługujące sprzedającego. Dla banków nie ma to większego znaczenia. Umowa notarialna zabezpiecza kupującego, gdyby sprzedający okazał się nieuczciwy i postanowił to samo mieszkanie sprzedać jeszcze komuś innemu.

W umowie zawarliśmy zapis, że na uzyskanie kredytu mam dwa miesiące i polecam  Wam gorąco pilnować tej kwestii, bo żaden bank nie będzie się przejmował, czy jakiejś Dorocie Kamińskiej upływa termin na uzyskanie kredytu i zaraz się okaże, że może stracić wpłacony zadatek. Warto mieć zapas! Ale o tym za moment :).

Wpłacony zadatek wyniósł 10% ceny mieszkania. Sprzedający twardo negocjował, a my, po kilku miesiącach poszukiwań, byliśmy skłonni pójść na ustępstwo. Mieszkanie bardzo nam się podobało, było urządzone w naszym guście, miało dobrą lokalizację.

Oferta banków i niezależny doradca finansowy

Zaletą korzystania z usług niezależnych doradców lub firm pośredniczących jest fakt, że klient nie ponosi przy tym żadnych kosztów. Prowizję doradcy opłaca bank. A dobry doradca nie będzie w pierwszej kolejności patrzył na to, w którym banku najlepiej na Was zarobi, tylko przygotuje Wam rekomendację kilku instytucji i porównanie kosztów. Takie jak to, które dostałam od Anity.

Kredyt hipoteczny - rekomendacje od Anity
Kredyt hipoteczny – rekomendacje od Anity

Tylko dwa banki – mbank i Millennium – oferowały kredyty z wkładem własnym w wysokości 10% ceny nieruchomości. Do porównania Anita dodała też Raiffeisen Polbank – który wymagał wkładu 15%. Musielibyśmy wykombinować kwotę dodatkowych 20 tys. zł na wpłatę własną, chcąc skorzystać z oferty tego ostatniego, dlatego zdecydowaliśmy, że wnioski kredytowe złożymy do dwóch banków: mbanku i Millennium.

Zwróćcie uwagę, że bank Millennium wymagał dostarczenia operatu przygotowanego przez rzeczoznawcę, którego sama miałam sobie wybrać, natomiast mbank współpracował z własnymi. Czy to ważne? Która opcja lepsza? Opowiem w dalszej części.

Myślałam, że duże znaczenie w rozpatrywaniu wniosków będzie mieć fakt, że jestem wieloletnią klientką obu banków (w Millennium mam mój pierwszy kredyt hipoteczny), ale okazuje się, że zupełnie nie ma to znaczenia.

Jak długo trwa rozpatrywanie wniosku

Do obu banków złożyłyśmy wymagane dokumenty (książki przychodów i rozchodów za miniony rok oraz za trzy ostatnie rozliczone miesiące bieżącego (ale takie z ogólnymi wartościami przychodów i rozchodów w danym miesiącu, a nie szczegółowymi zestawieniami od wszystkich kontrahentów), do tego zaświadczenia o niezaleganiu z ZUS (uzyskałam bezpłatnie, w dwa dni, korzystając z profilu zaufanego) oraz US (w moim urzędzie składa się wniosek osobiście i czeka do 7 dni, a w dniu odbioru trzeba okazać dowód opłaty 22 zł na rzecz Gminy Wrocław) i wnioski na formularzach bankowych. Cztery dni po podpisaniu umowy przedwstępnej, czyli 10 kwietnia.

Od razu skontaktowałam się z rekomendowanym przez Anitę rzeczoznawcą, któremu zleciłam wykonanie operatu szacunkowego nieruchomości. I tutaj dobrze jest, gdy ma się wygadanego sprzedającego lub pośredniczącego agenta (moja agentka miała się pojawić w mieszkaniu w czasie wizyty rzeczoznawcy, ale ostatecznie podobno jej nie było), bo to, co dla jednych będzie zaletą (np. stare, drewniane drzwi czy zachowana zabytkowa elewacja kamienicy, goła cegła na ścianach, podniszczone, ale oryginalne podłogi, schody itp.), dla innych może być wadą. Oczywiście rzeczoznawcę obowiązują pewne wytyczne i algorytmy przygotowywania wyceny, ale subiektywna opinia też odgrywa pewien wpływ. Po kilku dniach odebrałam gotowy operat, który opiewał na kwotę wyższą o kilka tysięcy od ceny zakupu i Anita dostarczyła go do banku. Rekomendowany rzeczoznawca to taki, który jest sprawdzony i wiadomo, że nie będzie robić problemów, a operat przygotuje szybko. Jeśli wykonanie operatu zleca bank, nie mamy żadnego wpływu na to, kiedy przyjdzie i na kogo trafimy.

Po tygodniu od złożenia wniosku Bank Millennium poprosił o szczegółowe księgi przychodów i rozchodów za ostatnie trzy rozliczone miesiące, które dostarczyłam Anicie następnego dnia. mbank nie potrzebował dodatkowych dokumentów.

Po miesiącu od złożenia wniosku, 8 maja, Bank Millennium wydał pozytywną wstępną decyzję kredytową na pełną kwotę kredytu, o którą wnioskowałam. mbank nadal rozpatrywał wniosek, a ja postanowiłam jeszcze poczekać, bo oferowany przez nich kredyt był o 50 tys. tańszy niż ten w Millennium. Wiedziałam już jednak, że nie zostanę na lodzie, bo wstępna decyzja pozytywna w jednym banku to bardzo duży krok – nikt nie będzie już kwestionować moich dochodów, niczego w tym zakresie nie będę musiała w Millennium uzupełniać. Teraz pozostawało mi spełnić dodatkowe warunki.

Dodatkowe warunki do spełnienia

Wraz z pozytywną wstępną decyzją Bank Millennium zażądał zamknięcia przed wypłatą kredytu posiadanej karty kredytowej z limitem 7 tys. zł oraz limitu w rachunku. A konkretnie – dostarczenia zaświadczeń o ich zamknięciu – również dla tej karty z limitem 10 tys., której umowę wypowiedziałam na początku roku. Anita zasugerowała, żeby zrobić to od razu i zawnioskować o wymagane potwierdzenia jak najszybciej. I tutaj, po tylu miesiącach poszukiwań i załatwiania różnych spraw kredytowych oraz zawodowych, moja czujność osłabła. Zapomniałam o tym! Czekałam nadal na decyzję mbanku i liczyłam na to, że oni takich warunków nie postawią.

Bank Millennium zaznaczył, że do wypłaty kredytu będę też potrzebować „świeżych” zaświadczeń z ZUS i US (dodam, że w kwietniu upłynął termin zapłacenia podatku za 2017 rok ;)) oraz dwóch polis ubezpieczeniowych od akceptowanych przez nich towarzystw (można je także wykupić bezpośrednio w  banku): na życie oraz na nieruchomość.

mbank rozpatrywał mój wniosek o 2 tygodnie dłużej. Żaden ich przedstawiciel nie skontaktował się z moją agentką w sprawie obejrzenia nieruchomości – tak wyglądała ich „wycena”. Zaniżyli wartość nieruchomości o kilkadziesiąt tysięcy i zaoferowali odpowiednio niższą kwotę kredytu. Przyznam, że nawet mi się nie chciało czytać dodatkowych warunków do spełnienia, ale kiedy je sprawdziłam, okazało się, że miałabym donieść wydruk PIT-36L za 2017 rok oraz przystąpić do ubezpieczeń na życie i nieruchomości w mbanku. Nie kazali rezygnować z karty kredytowej i limitu, ale i tak bardzo zawiodła mnie ta zaniżona wycena „z kapelusza”. A tak bardzo chciałam wziąć kredyt w tym banku!

Ostatnie dni stresu czyli czego nie zrobiłam z wyprzedzeniem

Gdy 28 maja zorientowałam się, że nie wypowiedziałam umów karty kredytowej i limitu w koncie oraz nie zawnioskowałam o wydanie zaświadczenia zamknięcia karty z limitem 10 tys. zł, przez cały dzień, z podwyższonym ciśnieniem i największym w moim życiu stresem, dzwoniłam do centrów obsługi klienta i dowiadywałam się, co można zrobić i jak długo to potrwa.

Bank BNP Paribas (od karty zamkniętej w styczniu) wydał mi zaświadczenie bezpłatnie, ale musiałam poczekać na nie 2 tygodnie. Doradca sugerował formę mailową, ale, na szczęście, oprzytomniałam i poprosiłam o klasyczną, papierową – później okazało się, że tylko taką akceptuje Millennium.

mbank, tym razem, zaskoczył mnie pozytywnie, bo w przypadku ubiegania się o kredyt hipoteczny w innym banku można wypowiedzieć u nich karty kredytowe i limity w koncie w trybie pilnym (ale trzeba się o niego samodzielnie upomnieć, bo doradca nie zawsze zada pytanie o powód rezygnacji – mnie nie zadał). Po 4 dniach nie miałam już limitu w rachunku osobistym, a karta została zastrzeżona po 2 dniach. Niestety, zdążyłam na nią wcześniej zrobić zakupy w niemieckim Amazonie i przez kolejne dwa tygodnie „wisiała” na niej blokada zabezpieczenia transakcji, podczas gdy faktyczna opłata za zamówienie została pobrana osobno.

Niespodzianka przed podpisaniem aktu notarialnego

Poszłyśmy w piątek 1 czerwca z Anitą do banku podpisać umowę kredytową. Ubezpieczenie na życie wykupiłam bezpośrednio w Millennium, a mieszkanie ubezpieczyłam, korzystając z oferty Anity. Jako sumę ubezpieczenia podałam cenę zakupu mieszkania. Tego samego dnia odebrałam zaświadczenie zamknięcia limitu kredytowego w mbanku, za które zapłaciłam 40 zł.

W poniedziałek, po weekendzie, byłam już umówiona z notariuszem, prezesem spółki sprzedającej mieszkanie oraz naszymi agentami. Wcześniej dostałam szkic umowy do przejrzenia i okazało się, że zapomniałam o jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy. Ponieważ mieszkanie sprzedawała mi spółka z o.o., przyjęłam, że nie będę musiała płacić podatku PCC (od czynności cywilno-prawnych), bo przecież spółka do ceny mieszkania doliczyła VAT. Nie sprawdziłam, czy są VAT-owcem – umknęło mi to w całym ferworze prac i załatwiania kredytu. Okazało się, że nie są i na szybko, znienacka, trzeba było wykopać spod ziemi 9 tys. zł. Wykopaliśmy :).

Miałam akt notarialny i zaświadczenia z ZUS oraz US. Pozostało czekać na zaświadczenia o zamknięciu kart. Z BNP Paribas jakoś nie chciało nadejść, a na karcie z mbanku nadal wisiała ta cholerna blokada z Amazona.

W międzyczasie wyjechaliśmy w góry na plener ślubny, potem do Londynu, a zaświadczenia z BNP Paribas i zdjętej blokady nadal nie było. We wtorek 12 czerwca, rano, blokada w końcu zniknęła i, jeszcze z Londynu, zadzwoniłam do mbanku, żeby złożyć wniosek o pilne wydanie zaświadczenia o zamknięciu. Później, w nocy, po powrocie do Wrocławia, znalazłam w skrzynce pismo z BNP Paribas.

W środę 13 czerwca pojechałam po zaświadczenie do mbanku. Warto pamiętać, że karta kredytowa zamyka się u nich całkowicie po pełnej spłacie zadłużenia (już dawno miałam spłacone) oraz wygenerowaniu dwóch pustych wyciągów (jeden jeszcze przede mną). Dlatego wystawiono mi zaświadczenie o wstępnym zamknięciu, które, jak poinformował kierownik placówki Millennium, powinno być normalnie przyjęte przez ich centralę. Postanowił jeszcze tylko sprawdzić sumę ubezpieczenia nieruchomości. I tutaj moja, mam nadzieję, że ostatnia, wtopa: to miała być kwota z operatu szacunkowego, a nie cena zakupu mieszkania!

Kierownik placówki polecił zadzwonić do Anity, żeby zaktualizowała polisę. Dopłaciłam różnicę w stawce i tego samego dnia doniosłam brakujące dokumenty do banku. Pozostało czekać, aż 18 czerwca uruchomi się kredyt.

Uruchomienie kredytu

Na koniec dodam, że obu stronom – sprzedającej i kupującej – zależało na jak najszybszym zrealizowaniu transakcji. A życie i tak potoczyło się po swojemu ;). Ważne, żeby kwota kredytu trafiła w terminie (ostatniego możliwego dnia) na konto sprzedającej spółki, a my, dwa dni później, odbierzemy klucze do nowego, wymarzonego mieszkania. W poniedziałek ma się uruchomić kredyt i pójść przelew, a ja siedzę jak na szpilkach!

Mam nadzieję, że moja historia, choć dosyć długa, pomoże Wam zaplanować przychody i wydatki oraz uzyskać kredyt hipoteczny dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. A jeśli ktoś z Was przechodził już przez proces kredytowy – napiszcie proszę, jak wyglądało to u Was: ile trwało, jakie wpadki po drodze zaliczyliście. Niech kolejnym kredytobiorcom będzie choć odrobinę łatwiej!

Podoba Ci się? Oceń lub zostaw komentarz 🙂

Dorota Kamińska

Blogerka kulinarna, fotograf, podróżniczka

Cześć, mam na imię Dorota i tworzę przepisy kulinarne z filmami wideo. Jestem autorką książki „Superfood po polsku”, a moje ukochane miasto, w którym mieszkam, to Wrocław :). Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.Więcej o mnie | Dorota Kamińska na G+

3 komentarze
  1. Ciekawy i wartościowy tekst! Jestem etatowcem, ale przymierzam się do zakupu działki i budowy domu, pod Wro 🙂 Będziemy brać kredyt pod hipotekę obecnego mieszkania.
    Gratuluję zakupu mieszkania, na pewno jest piękne. Oglądam czasem ogłoszenia mieszkań w kamienicach, najładniejsze widziałam na ul. Norwida, ale bez miliona nie podchodź. 😀

    1. Och, to trzymam kciuki za dom :). W kamienicach trafiają się perełki, mnie bardzo podobało się mieszkanie z czerwoną cegłą, też w kamienicy w okolicach pl. Grunwaldzkiego, ale było za 700 tys. Zawsze to mniej niż milion ;).

Twoja odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.